Staram się nie odnosić do artykułów mówiących o naszej działalności, również tych krytycznych, jednak gdy do tablicy wywołani są szefowie miejskich struktur Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości, a z ramienia SLD wypytywany jest „tajemniczy informator” z władz miejskich SLD, który na dodatek plecie bzdury, trudno przejść obojętnie.
Tak niestety, było w artykule Marcina Kowalskiego i Anny Tarnowskiej w środowym (20 kwietnia) wydaniu „Gazety Wyborczej” pt. „Prezydenci do Senatu”.
Nie wiem kim jest, i w sumie nie bardzo mnie to interesuje, ów informator, ale twierdzę, że nie może on być członkiem władz miejskich SLD, skoro wygaduje bzdury o „faktach”, które albo nigdy nie miały miejsca albo po prostu bardziej nadają się do „Bydgoskiej Ośmiornicy” Ewy Starosty, niż na łamy opiniotwórczej lokalnej prasy.
Kiedy całkiem niedawno, w innym artykule „Gazety Wyborczej” przeczytałem, iż liderką listy SLD będzie Anna Bańkowska, której kandydatura „przeszła bez wątpliwości”, a zacięty bój o drugie miejsce na liście toczę ja z Jackiem Bukowskim po prostu się roześmiałem.
A teraz do faktów:
Otóż, na żadnym gremium partyjnym nie było jeszcze w ogóle mowy o miejscach na liście, ani na szczeblu miejskim, ani wojewódzkim, ani krajowym!
Jak na razie, zgodnie z ideą przewodniczącego SLD Grzegorza Napieralskiego, zajmujemy się konstruowaniem programu. Ten dotyczący szczebla wojewódzkiego zostanie przedstawiony już w maju na Konwencji Wojewódzkiej SLD. Odnośnie do nazwisk, jak na razie przekazałem pismo do przewodniczących Kół SLD w Bydgoszczy (z datą 7 marca), z prośbą o wytypowanie do 30 kwietnia br. osób, które zyskując rekomendacje koła, byłyby zainteresowane startem w tegorocznych wyborach parlamentarnych. Zatem żadnego „boju” z nikim nie prowadzę, a sam dałem sobie jeszcze trochę czasu na odpowiedź czy w ogóle jestem zainteresowany startem w tegorocznych wyborach. Dodam jeszcze, iż zgodnie z art. 23 Statutu SLD, to Zarząd Krajowy SLD kompletuje listy kandydatów partii w wyborach do Sejmu i Senatu.
Prowadząc 19 kwietnia posiedzenie Zarządu Miejskiego SLD z udziałem przewodniczących bydgoskich kół, powiedziałem: „proszę również abyście z przymrużeniem oka podchodzili do pewnych informacji prasowych, gdyż jeszcze nie raz przed wyborami różne rzeczy przeczytamy”. Nie spodziewałem się jednak, że przeczytamy już… na drugi dzień. Mam jednak nadzieję, że również te moje słowa „tajemniczy informator” przekazał redaktorom.
Tym razem jednak powodów do śmiechu jest jednak mniej. A więc ponownie do faktów.
W środowym artykule autorzy GW cytują informatora: „Część działaczy Sojuszu skłania się nawet do zrezygnowania z wyścigu o mandat w Senacie, jeżeli Platforma wystawi Jasiakiewicza.”
Idąc tokiem takiego myślenia nie powinniśmy wystawiać w wyborach samorządowych naszego kandydata na prezydenta, skoro „Miasto dla Pokoleń” wystawiło Konstantego Dombrowicza, który miał bardzo realne szanse na kolejną kadencję.
Stwierdzam kategorycznie – do dziś nikt w żadnej rozmowie, ani oficjalnej ani nieoficjalnej, nie podejmował tematu rezygnacji SLD z walki o senatorski mandat! Skoro do 30 kwietnia zbieramy nazwiska wewnątrz struktur SLD, to oczywisty jest fakt, że nie mogliśmy się jeszcze zastanawiać nad… rezygnacją z walki o mandat. Jak zauważył redaktor Marcin Kowalski – wybory do Senatu będą w Bydgoszczy dużo bardziej pasjonujące niż wyścig do Sejmu, to która licząca się partia zrezygnuje z tej prestiżowej walki?
Dalej „tajemniczy informator” rozkłada ręce i głosi: „Mamy problem ze skompletowaniem listy do Sejmu, a skąd wziąć kandydata do Senatu?” Tu problem z logicznym myśleniem ma chyba jednak informator, skoro SLD jako jedyna partia w Bydgoszczy w zeszłorocznych wyborach do samorządu wystawiła pełne listy, bez ani jednego wolnego miejsca, to o jakim problemie jest mowa? Skoro koła SLD dopiero do 30 kwietnia rekomendują swych kandydatów, to skąd już informacja, iż jest jakiś problem? Z góry postawiona teza?
Zgodnie z ustaleniami, podjętymi przez Zarząd Wojewódzki SLD 28 marca br., na liście w naszym okręgu wyborczym organizacja miejska SLD wystawia 8 kandydatów na 24 miejsca. Pozostałe miejsca wypełnią kandydaci SLD z powiatów: bydgoskiego, inowrocławskiego, mogileńskiego, nakielskiego, sępoleńskiego, świeckiego, tucholskiego i żnińskiego. Na wspomnianej wyżej wtorkowej naradzie, powiedziałem również: „Na tych 8 miejsc pretendować będą również kandydaci potencjalnych koalicjantów SLD. Już dziś wiem, że zgłoszeń będzie sporo więcej niż miejsc, ale im więcej tym lepiej, bo będzie z kogo wybierać.” Tego również „tajemniczy informator” nie przekazał? Szkoda.
Jeżeli jednak się mylę mówiąc o braku problemu ze skompletowaniem listy SLD na jesienne wybory, to proponuję zakład autorom artykułu. Przegrany zakłada koszulkę: jeśli będę nim ja – koszulkę z nadrukiem „Gazety Wyborczej”, a jeśli przegrają dziennikarze – ubiorą koszulkę z nadrukiem SLD, i tak przez tydzień chodzić będziemy do pracy.
W błędzie jest również gazetowy informator, mówiący o Osiedlu Leśnym jako naszym bastionie, to już niestety, mocno przestarzałe dane. Jak pokazały zeszłoroczne wybory, zarówno prezydenckie, jak i samorządowe, bastionem SLD stał się Fordon. Zainteresowanych odsyłam na stronę Państwowej Komisji Wyborczej.
Nie ujmując nic wynikowi Romana Jasiakiewicza, to czy tak naprawdę blamażem jest poparcie rzędu 20,30 % uzyskane w okręgu nr 2 dla SLD, partii która nie tak dawno skazywana była na polityczny niebyt?
Co ciekawe, w tej samej Gazecie, w tym samym dniu, tylko że na centralnych stronach, o SLD możemy przeczytać: „O trendzie wzrostowym można mówić w przypadku SLD, który rok zaczynał z 11-proc. poparciem, a teraz zbliżył się do 20 proc.” Tu również „tajemniczego informatora” i dziennikarzy GW odsyłam na stronę Państwowej Komisji Wyborczej, i aż tak nie zamartwiałbym się o wyniki bydgoskiego SLD, gdyż strona PKW pokaże czarno na białym, iż wyniki w Bydgoszczy są niemal zawsze lepsze od tych centralnych. Jednak jak dotąd, z pokorą podchodzimy do kolejnych wyborów…
Nigdy nie koloryzowałem rzeczywistości, zawsze jestem otwarty na konstruktywną krytykę, jak i sam otwarcie mówię o problemach gdy takie się pojawiają. Jednak w przypadku omawianego artykułu GW, wniosek może być tylko jeden – proponuję zmienić informatora, albo jak w przypadku innych partii – dać możliwość wypowiedzi przewodniczącemu całkiem jawnych miejskich struktur, tak będzie bardziej fair. Mój numer telefonu i siedziba przy Gdańskiej są redakcji przecież dobrze znane…
Polemicznie z komentarzem
Z zaciekawieniem przeczytałem również komentarz red. Kowalskiego do powyższego artykułu. W pełni zgadzam się z postawioną przez Pana tezą, iż starcie o mandat senatora w Bydgoszczy zapowiada się pasjonująco. Na dziś jestem również o tym głęboko przekonany. Jednak nie zgadzam się z inną tezą, że dziś, wszak na 6 miesięcy przed wyborami, „prawdziwy problem ma elektorat SLD”. Nie zgadzam się również z twierdzeniem o „wielkim kryzysie”, w którym rzekomo znalazł się bydgoski Sojusz.
Otóż faktem jest, iż bydgoski Sojusz był w kryzysie, ale w roku… 2006! Wówczas partia była wewnętrznie skonfliktowana, rezygnację złożył przewodniczący, brakowało kandydata na urząd prezydenta miasta, na konkurencyjnych listach znalazła się spora część działaczy SLD z pierwszych stron gazet. Fakt, to wszystko w żaden sposób nie napawało optymizmem.
Natomiast wyniki wyborcze z 2010 r. wyraźnie obalają tezę o kryzysie. Poparcie dla SLD w stosunku do wyborów samorządowych w roku 2006 wzrosło o ponad 3 proc., a do siódmego mandatu w Radzie Miasta zabrakło nam… 17 głosów. Wynik Grzegorza Napieralskiego w wyborach prezydenckich – uzyskany w Bydgoszczy – był sporo lepszy od ogólnego wyniku w kraju. Nie wspominając już ponad 30-procentowe poparcie dla listy SLD w wyborach do Parlamentu Europejskiego w roku 2009.
Twierdzę, iż SLD w Bydgoszczy jest dzisiaj partią pozbawioną wewnętrznych konfliktów (o czym niech świadczy chociażby udzielone przez delegatów z bardzo dobrym wynikiem wotum zaufania wszystkim członkom Zarządu Miejskiego SLD w październiku ub.r.). W partii, co oczywiste i naturalne, toczy się spór, ale spór merytoryczny. Podejmujemy wiele ciekawych inicjatyw, o czym na bieżąco informujemy na naszej stronie internetowej, którą od czasu kampanii wyborczej odwiedziło już prawie 90 tysięcy internautów. Gdyby i to jednak nie przekonywało, to bardzo chętnie przekażę sprawozdania z naszej działalności za lata 2008 – 2010, aczkolwiek i one są dostępne na naszej stronie.
Także teza, iż wraz z odejściem do Brukseli Janusza Zemkego SLD w Bydgoszczy jest tylko cieniem dawnej, wielkiej partii – jest zupełnie nieprawdziwa. Po pierwsze, Janusz Zemke nigdy nie był członkiem bydgoskiej organizacji SLD, a nakielskiej (i jest nim nadal)! Po drugie, w roku 2006, kiedy bydgoski SLD przechodził w moim odczuciu największy kryzys Janusz Zemke nie był jeszcze w Brukseli, i po trzecie – tenże europoseł Janusz Zemke od czasu kiedy jest w Brukseli odbył już w naszym regionie 117 spotkań z mieszkańcami, w tym z członkami i sympatykami SLD. Jednak, co i dla nas jest oczywiste, Janusz Zemke jest tylko jeden i zastąpić takiego lidera w wyborach będzie niezwykle trudno, ale tak samo trudno byłoby zastąpić w PO Radosława Sikorskiego.
Nie jest również prawdą, iż Sojusz poza Anną Bańkowską nie ma nazwisk. Wystarczy przyjrzeć się wynikom ostatnich wyborów samorządowych i opierać się tylko na faktach. Liderka listy SLD do Sejmiku Województwa Kujawsko- Pomorskiego Elżbieta Krzyżanowska – zdobyła ponad 15 tysięcy głosów, tj. o kilkadziesiąt procent więcej od liczby głosów uzyskanych przez liderów list PO i PiS!
Anna Mackiewicz w wyborach do Rady Miasta uzyskała liczbą swych głosów poparcia drugi wynik w mieście! Wyniki znacząco poprawili radni Kazimierz Drozd i Lech Lewandowski. Z całą pewnością znanymi twarzami SLD w Bydgoszczy są zarówno Jan Szopiński – zastępca prezydenta Bydgoszczy, jak i Jacek Bukowski – przewodniczący Klubu Radnych SLD. Ponadto, całkiem niedawno, mój dobry wynik w wyborach samorządowych podkreślał inny dziennikarz „Gazety Wyborczej”, pisząc również, że jestem młodą rozpoznawalną osobą z SLD.
Warto przypomnieć, że lista SLD w okręgu bydgoskim nie będzie przecież składa się tylko z członków SLD w Bydgoszczy. Rozpoznawalnych nazwisk wśród członków SLD w powiatach z całą pewnością nie brakuje. Mamy znakomitą reprezentację w nakielskim czy żnińskim, wśród burmistrzów czy starostów, a to ta sama lista i ten sam okręg wyborczy w wyborach do Sejmu RP. Zapewniam – dobrych nazwisk nam nie zabraknie!
Końcówka komentarza pana redaktora jest również zaskakująca. Otóż możemy przeczytać, iż brakuje świeżej krwi, a bydgoscy politycy całkiem szczelnie zabetonowali swój światek. Wspomnę więc tylko o bardzo aktywnej bydgoskiej Federacji Młodych Socjaldemokratów oraz fakcie startowania na radnych sporej grupie ludzi młodych na każdej liście SLD w 6 bydgoskich okręgach. Ale warto zapytać, czy takie artykuły, ferujące już wyroki, przedstawiające tylko dwójkę kandydatów (skoro nie ogłoszono kampanii wyborczej), w jeszcze większym stopniu nie betonują tego światka polityków? Czyż nie jest to właśnie jeden z powodów, przez który tak rzadko pojawiają się nowe, ciekawe nazwiska? Skoro już dziś Gazeta na pierwszej stronie zamieszcza zdjęcia dwójki potencjalnych mocnych kandydatów, nie wspominając nawet o innych, a w przypadku SLD posługując się „tajemniczym informatorem”? Informatorem, którego informacje są równie prawdziwe jak te o rychłym końcu Świata. Zresztą PiS także zdementował przypisanie mu K. Dombrowicza jako kandydata na liście.
Panie Redaktorze Kowalski, bardzo chętnie porozmawiam z Panem o bydgoskim SLD, który nie jest idealny, ale ma swoje działające demokratycznie struktury, silną ugruntowaną pozycję i ciekawe inicjatywy.
Proponuję wspólny obiad, ja zapraszam.
Serdecznie pozdrawiam, życząc zdrowych i radosnych Świąt.
Łukasz Chojnacki
Przewodniczący RM SLD w Bydgoszczy
Bydgoszcz, 21 kwietnia 2011 r.